ZIOŁOWA APTECZKA?

Sprawdź, czy to ma sens!

Piramida zdrowia według Zielpy

5 zasad, według których żyję

Mity dietetyczne, w które kiedyś wierzyłam

Jajka zabijają, ziemniaki są dla świń, a masło to zło! Nieprawdaż?

Dopalacze dla mózgu

Jak podkręcać obroty, by miało to ręcę, nogi i... mózg.

Mężczyzno, znalazłeś się tutaj niezupełnie przypadkiem?

O męskiej, niedoskonałej cerze poczytasz tutaj. Bez ściemy.

wtorek, 7 lipca 2015

16 treningów: jeszcze jeden sposób na wyjście z marazmu

Wiecie już po mojej lipcowej spowiedzi, że jestem brzydka i gruba i bardzo, bardzo chcę to zmienić, ale znów też nie tak bardzo, żeby wstawać rano i ze skotłowanych snem myśli wybierać tę o diecie i treningu. Szczególnie, że moja chęć do czynu wiąże się też z wyrzutem potreningowych endorfin. Nie ma treningu - jest słabiej, a utrata regularności prowadzi od razu do rezygnacji z treningów. Niechciejstwo kołem się toczy.




W porywach chciejstwa wymyślam sobie sposoby na powrót do zdrowych przyzwyczajeń, bo już naprawdę wkurwia mnie mój wygląd i samopoczucie. I śmiertelne gazy też, ale o tym już kiedyś było. Ostatnio nawet wymyśliłam rzecz genialną w swojej prostocie - musi taka być, żeby mnie podniecić - i nawet zaczęłam wprowadzać ją w życie. Szło mi bardzo dobrze, otóż wykonałam cały jeden porządny trening. Potem się rozchorowałam z tego heroicznego wysiłku. Mija już pierwszy tydzień lipca, moje zatoki mają się nieźle, a wątroba ma dość moich metod uzdrawiania (w końcu ile można żłopać piwsko z imbirem). Czas wziąć się za robotę.

16 treningów


Tak sobie nazwałam swoją metodę. To nie jest metoda treningowa, właściwie pewnie rzadko który trener zaleca swoim podopiecznym tak krótkie cykle ćwiczeniowe. To metoda ustawiania psychiki, która ma być pierwszą udaną próbą przejęcia kontroli nad sobą. Treningowej kontroli. To coś, co ma dać motywację takiej meduzie jak ja. Jeśli zadziała - zgłoszę ją w urzędzie patentowym (o ile ktoś wcześniej na to nie wpadł).

W metodzie 16 treningów chodzi o to, by zastanowić się, co chcesz ćwiczyć i rozpisać to raz, a porządnie na 16 razy. Nie na 15, nie na 20, tylko na 16. Bo tak. Masz się nie zastanawiać nad tym, bo to Cię rozprasza i bezsensownie pożera Twoją energię. Najlepiej wybierz sobie dwa różne treningi i rób je na zmianę - wtedy wszystkie wykonasz po 8 razy. Będzie sprawiedliwie.

Jak wybrać mądrze?

  1. Wybierz coś nieskomplikowanego, co lubisz, coś, co jest dopasowane do Twojego poziomu. Lepiej, żeby było łatwiejsze niż zbyt trudne. Pamiętacie mój tekst o tym, jak to jest z siłą fizyczną w czasie depresji? Mnie się ciągle wydawało, że mogłam wrócić na siłownię i powinnam podnosić od razu 60 kg w martwym ciągu. Naprawdę nie wiem, czy podniosłabym 20 kg więcej niż 3 razy.
  2. Wybierz coś, co można robić w domu, chyba że jednak łatwiej zmotywować Ci się do ćwiczeń z żandarmem w postaci karnetu na siłownię. 
  3. Ogólna zasada jest taka, że nie możesz czuć zbytniego chaosu i przymusu. Wszystko poza ćwiczeniem i ewentualnym planowaniem czasu treningów ma zrobić ktoś za Ciebie. Spójrz, nawet ja pomyślałam za Ciebie i wszystko zaplanowałam. Teraz Ty tylko ustal, co chcesz robić i znajdź gotowy trening albo poproś, żeby ktoś go dla Ciebie rozpisał. Wygodnie? Przyjemnie? Dalej będzie jeszcze lepiej :)

Jak ćwiczyć mądrze?

Najlepiej byłoby robić to co drugi dzień, a już na pewno nie robić przerw większych niż 2 dni. Potem endorfiny spadają i trudniej wrócić do ćwiczeń, a przecież celem jest zachowanie regularności. Z takimi odstępami między ćwiczeniami cały cykl treningowy będzie trwał ok. półtora miesiąca, bo na pewno wypadną jakieś dwudniowe przerwy.

Na czym polega sposób?

16 - to mało, prawda? A jednak trwa miesiąc czyli jakiś dłuższy czas, po którym widać już zmiany i po którym można spodziewać się nabycia nawyku ćwiczenia. Skupiając się jednak na odfajkowaniu kolejnych treningów, a nie myśleniu jeszcze tydzień, dwa, trzy... łatwiej będzie znieść fakt, że coś się w naszym życiu zmienia. Dlatego też lepiej nie rozpisywać z góry na miesiąc treningów w konkretne dni, a odfajkowywać kolejne zaliczone daty. Nim się obejrzymy, plan będzie wykonany i trzeba będzie myśleć o kolejnym cyklu... A wtedy już będzie nas stać na dużo więcej niż teraz.

Jak Wam się podoba? Ja zabieram się od jutra za robotę. Zrobię porównawcze pomiary i zdjęcia, by za miesiąc przekonać się, że było warto podwójnie - nie tylko ze względu na wygląd sylwetki, ale i zmiany we łbie. Rundę pierwszą z treningiem siłowym czas zacząć!

fot. Ryan McGuire, stocksnap.io

czwartek, 2 lipca 2015

I po II kwartale! Podsumowanie pół roku zapuszczania z Wami :)

Nieważne, jakby mi się nie chciało, to jest coś, dzięki czemu wcieram, masuję, szczotkuję i olejuję. Coś, co wymyśliłam sobie sama, ale kształt i formę nadają temu każdego dnia świetne dziewczyny. I nie są to zmyślone przyjaciółki, jak to drzewiej bywało. Wspólnie z nimi zapuszczamy kudły już 6 miesięcy!



Zapomniałam jakoś o włosach i urosły sobie, jak tylko potrafiły najpiękniej. Czy zawsze wyluzowanie z obserwacją przyrostu skutkuje właśnie tym? Mój przykład pokazuje, że tak - zawsze, gdy o nich zapomnę, po jakimś czasie łapię się na myśli "o, ale już długie". Musiały jednak zostać skrócone o 6 rozdwojonych centymetrów! Trzeci kwartał będzie czasem nadrabiania tej długości - w końcu zaczęły przekraczać talię i chciałabym do tego wrócić.

Długość: styczeń-marzec-czerwiec + obecnie
Grzywka: 9-12-15 cm (już po podcięciu - została delikatnie skrócona)
włosy luźno z boku: 52-55-61 cm - po podcięciu: 55 cm
włosy naciągnięte z boku: 54-58-63 cm - po podcięciu: 57-58 cm

Włosy urosły 6 cm, które to poszło na szafot. W tym kwartale mam zamiar uzyskać co najmniej podobny wynik!

Na porost włosów używałam...
... tylko ziołowych specyfików. Cały ten czas spędziłam na wcieraniu, z przerwami, swojej ziołowej wcierki. Nie powiem - efekt mnie satysfakcjonuje, biorąc pod uwagę, że wciąż mam kłopoty ze stresem i odżywianiem się.

Suplementowałam...
... tylko ziołowe specyfiki :) przede wszystkim piłam pokrzywę z wierzbownicą, a w czerwcu do kompletu doszła triphala w dawce 1-1,5 g dziennie. Podobno to za mało - sprawdzę to w tym kwartale. Tak włosy prezentowały się wyprostowane po cięciu i po pierwszym myciu.



Cel i plan na najbliższe miesiące
Po pierwsze: osiągnąć długość, którą straciłam po fryzjerze. Po drugie: może ją przekroczyć... Porzucam wszelkie wcierki, raczej nie będę się nimi wspomagać, za to wewnętrznie mam zamiar dołożyć do pieca! Standardowo pić będę pokrzywę z czystkiem i wierzbownicą, ale już suplementację triphalą zwiększę do 5 g dziennie. Oby to przyniosło skutek - brwi, wąsy, włosy na nogach i cała reszta niechcianego futra rośnie mi już szybciej po dawce 1-1,5 g. Coś mi mówi, że ślub za rok - przydałby się warkocz do pasa!

Po weekendzie powinno pojawić się podsumowanie wraz ze zdjęciami dziewczyn - będzie co oglądać! Teraz możecie zobaczyć część na ich blogach.

Ktoś jeszcze z nami zapuszcza? Możecie się zgłosić - jeszcze pół roku na zapuszczenie kudełków! Tradycyjnie chętnych zapraszam na mejla: zielpy@gmail.com. W grudniu zrobimy takie podsumowanie, że długo będą nas pamiętać! :D

środa, 1 lipca 2015

Witaj, lipcu! Mój obrus jest za mały!

Czerwiec był - oto najlepsze określenie tego, czym ten czerwiec był. Nie, nie zgubiłam słowa: czerwiec był i minął, nawet nie wiem, kiedy, a konstatacja tego faktu napawa mnie dziwnym smutkiem i zdziwieniem. No nic, to tylko miesiąc wyjęty z życia, teraz mamy następny i można przynajmniej pogdybać, jaki on będzie.




10 faktów o mnie - stan rzeczy na 1 lipca


  1. Jestem przemęczona. To punkt pierwszy i determinujący resztę. Chciałam już Wam tu naskomlić, jak mi źle, ale to nic nie zmieni. Jestem przemęczona, odpocznę i nie będę.
  2. Nie chce mi się pisać. Najprawdopodobniej za jakiś czas mi się zachce, ale obecnie czuję duże wątpliwości istnienia tego miejsca w sieci.
  3. Od dziś oficjalnie mam wakacje. Zaliczyłam wszystko jakimś cudem, nie czeka na mnie kampania wrześniowa i mogę przestać myśleć, jak bardzo nie lubię moich obecnych studiów. Ciekawe, czy się uda nie myśleć i kiedy to nastąpi.
  4. Szukam pracy. Znajdę ją chyba za 20 lat, jak tak dalej pójdzie.
  5. Zaręczyłam się. Wiecie, on wyjął pierścionek, ja udawałam, że wcale od 4 lat nie spodziewam się, że to stanie się w naszą rocznicę. Już prawie jesteśmy rodziną: króliki, on i ja. Dobrze nam.
  6. Spasłam się. Każdego dnia myślę o tym, że powinnam schudnąć. Nie ma tego złego jednak, bo mam na to sposób. Wydaje się niezły i kiedy w końcu go wdrożę w życie, na pewno się uda. Problem w tym, że kiedy już miałam zaczynać, pochorowałam się. Odpowiedzialnie więc odpoczywam i czekam na ten moment.
  7. Grzyby się cofają. Kuracja działa, nie ma śmiania. Nie dam się zeżreć obcym.
  8. Byłam u fryzjera. W końcu zdecydowałam się na strzyżenie maszynką i to był strzał w 10! Żal mi długości (jakieś 5-6 cm... Tradżedi!), ale końcówki były już nie do zniesienia. Nie wiem, dlaczego się tak rozdwajają, kiedyś tak nie było, a teraz praktycznie ostatnie 20 cm długości obfituje w białe kropki. Na szczęście jakieś 90% zniszczeń udało się wyeliminować.
  9. Próbuję ogarniać. Znacie to powiedzenie z obrusem? Czuję się tak od roku: trzymam w rękach mały obrus i próbuję nakryć nim ogromny stół. Metodą patchworkową trochę udało mi się powiększyć to nakrycie, ale wciąż puszcza na szwach.
  10. Może nie napisałam Wam tych wszystkich postów, które obiecałam - dupa ze mnie, a nie blogerka, ale za to wywaliłam torbę szmat z szafy. To trochę tak, jakbym schudła.

Nie obiecuję nic, wyjdzie w praniu. Życzę Wam udanego lipca, odpoczywajcie! :) 




niedziela, 28 czerwca 2015

Wesoła grzybiarka jest bardzo, bardzo zła

Nie mogło być inaczej: ciągnące się miesiącami przemęczenie i stres zaowocowały najpierw piękną grzybową plamką na ramieniu, a w końcu chorobą (szybki strzał gorączki, tadaaam!). Jakoś sobie po kolei trzeba z tym wszystkim poradzić - swego czasu plamy na skórze doprowadzały mnie do płaczu, ale teraz jestem niczym Desperado. Z buta wjeżdżam i robię porządek.



Nastrój zaczął się obniżać, miałam inne dziwne dolegliwości typu ból brzucha... Miałam też na tę okazję zachomikowane w szafce trucizny. Czując się jak prawdziwa szamanka, rzucając zaklęcia i szepcząc przekleństwa pod nosem, popijałam następujące mikstury:

  • na czczo z rana: 4 krople olejku z oregano na wodzie, nalewka vernicadis, napar z nasion kozieradki
  • po południu: kozieradka, napar z karczocha, olejek z oregano
  • przed snem: olejek z oregano i vernicadis 
Widzicie więc, że poza olejkiem z oregano do mojego antygrzybowego arsenału dołączyły inne specyfiki: vernicadis, kozieradka i karczoch. Co i dlaczego - już tłumaczę.

Kozieradka


Bardzo wszechstronne ziółko - poza właściwościami znanymi nam z włosowych blogów doskonale chroni żołądek, tworząc na nim ochronną warstwę, podobną do siemienia lnianego. Poza tym działa anabolicznie, rozwija masę mięśniową, wpływa na przepływ i stan azotu w organizmie - ergo: wpływa na syntezę białek, pobudza wzrost tkanki mięśniowej. Wygląda na to, że przydaje się pakerom! W ten sposób jednak nie miałam okazji jeszcze jej testować, bo treningi mi ciągle uciekają, za to mój żołądek podziękował mi za jej działanie niemal od razu. Kozieradka ma działanie mlekopędne, próbowała któraś z mam?

Karczoch


To najbardziej ohydne z ziół, jakie piłam, nie wiem, czy istnieje coś gorszego. Mocny napar jest nie do przełknięcia, a nawet ten lekki powoduje grymas na twarzy. Paskudnie gorzkie, czuć, jakby we wrzątku swe wonie oddawały palone opony. Miałam go jednak na podorędziu, więc postanowiłam zużyć, bo świetnie wspomaga wątrobę, a jej poprawne działanie i odciążanie jest konieczne przy kuracji antygrzybicznej. Nie jest zalecany w trakcie laktacji, przy niedrożności przewodów żółciowych i kamicy woreczka żółciowego.

Vernicadis


Pod tą intrygującą nazwą kryje się gorzka nalewka ziołowa o działaniu odrobaczającym. Stosuje się ją u dorosłych, pijąc po 1,5 łyżeczki 2 razy dziennie przez tydzień, następnie tydzień przerwy i znów tydzień picia. W smaku jest dużo lepsza od karczocha, więc nie ma obaw, mimo gorzkiego posmaku można ją wypić bez urazów psychicznych. Do kupienia w każdym mieście, gdzie urzędują Bonifratrzy. Ponieważ w sieci trudno znaleźć informacje o tym specyfiku, opiszę jego skład:

Nalewka gorzka: ziele bylicy bożego drzewka, ziele dziurawca, ziele mięty; wyciągi: tymianek, wrotycz, glistnik, piołun; wyciągi alkoholowe: kruszyna, nasiona kminku; Cholesol, Herbogastrin - płyny stosowane w schorzeniach układu pokarmowego - pierwszy w schorzeniach wątroby, drugi w kłopotach z żołądkiem.

Zwróćcie uwagę, że skład nie jest jednorodny - składniki są mieszaniną różnych substancji, w różny sposób pozyskanych. Nalewka ma za zadanie zwalczać wszelkie zarobaczenia, jak głosi etykieta: lamblie, owsiki, glisty. Dlaczego ją kupiłam? Ano, mówi się, że dorosła osoba, która ma całe życie kontakt ze zwierzętami i nigdy się nie odrobaczała, ma jakiegoś pasożyta na bank. Nie wiem, czy to nowa moda, jak dieta bezglutenowa, ale teoria jest na tyle ciekawa i przekonywająca, że przy okazji sprzątania organizmu z grzybów zdecydowałam się od razu na odrobaczenie. Uprzedzam ciekawskich: nie mam pojęcia, czy coś ze mnie wyszło ciekawego, ponieważ moja toaleta nie jest wyposażona w dogodny do kałowych poszukiwań i obserwacji kibel z półką. Czułam dziwne ruchy w jelitach po wypiciu nalewki, ale przy takim składzie nie dziwię się, że coś tam się mogło zbulwersować wewnątrz.

Ponadto oczywiście czerwiec minął mi pod znakiem czystej miski, pozbawionej nabiału i glutenu - ledwie kilka dni wypadło mi z kalendarza, a syfy na talerzu były pojedynczymi lodami czy kromką chleba przy grillu. Już czuję się lepiej, głównie za sprawą odgraconej wątroby, moja cera również się poprawia. Być może będę piękniejsza jeszcze przed końcem wakacji... :)

Inne opowieści o odgrzybianiu przeczytacie tutaj:
Wesoła grzybiarka kontratakuje - głównie o diecie i suplementach
O nalewce czosnkowej - bardzo skuteczna w walce z grzybami!

sobota, 6 czerwca 2015

Witaj, czerwcu! Robimy chaos i porządek!

W końcu przyszedł czerwiec i od razu przyniósł cudowną pogodę, napełniającą mnie młodością... Czuję się w czerwcu zawsze jak nastolatka, która zrywa się ze smyczy i zaczynam realizować swoje różne pomysły. Nie odczuwam zbliżającej się sesji, stres mnie nie zżera, a w mózgu padło hasło "kreatywność", więc cała naprzód!

A oto, gdzie bywałam w maju! Widok na Przełęcz Karkonoską i schronisko Odrodzenie z Petrovej Boudy. Uwielbiam!